Zapytaj wraz ze mną : Co się dzieje w tobie? Co w okół w nieustającym ruchu się staje?
Że wątpisz i szukasz wciąż nowych słów, aby opisać doznane...
Witam serdecznie Przyjaciół i Czytelników na mojej stronie!

Wybrane wiersze

Mój dom jest czarny


mój dom jest czarny jak dym

który wybuchł z komina

na twarze sąsiadów

i mojej twarzy nie oszczędził

myślałam dotąd mój dom jest niebieski

cichy i lekki w niedzielne południe

mąż z kuchni niesie grzane wino

dokoła stołu siedzą przyjaciele

w domu można przemieszkać pół życia

i nie znać grubości ścian

które sycą się nieszczęściem i spazmem

rozstania dwojga ludzi o północy

dzisiaj to widzę komin jest czarny

obojętny gołębiom w południe

pełny jest sadzy którą się roznosi

po schodach i pod drzwi sąsiada

wiemy już wszyscy dom jest czarny

czarne są schody i wyjście do miasta

uspokojeni świadomością czerni

zapominamy o innych kolorach

*

Czarne wino

nasz dom oplatało czarne wino

we wrześniu przychodził sąsiad

na oględziny urodzaju

rozmowy ciągnęły się długo w noc

kołysaliśmy się na gałęziach

skubiąc soczyste grona

z piwnicy dochodziło ciche bulgotanie

jakby pękały serca winogron

kończył się ciepły październik

podczas jesiennych porządków

stara żelazna skrzynie

która mnie ukrywała podczas zabaw w wojnę

musiała ustąpić miejsca regałom na jabłka

przychodziła zima łagodna

nie to co syberyjska

babcia siadała przy piecu

uczyła nas historii

mama wnosiła garnek grzańca

nalewała w kubki

czuliśmy smak wolności

w dzikim czarnym winie

*

Natura nie wyróżniła mnie niczym


natura nie wyróżniła mnie niczym

niosę swoje przypadki nie wiedząc

jak długo słońce oddychać będzie we mnie

o krok od przepaści wnoszę

w coraz to nowy dzień ciało

przemienione w ogień


zajęta sprawami których gromadzą się stada

nie rozwikłam niestety szarady na przyszłość

opowiadają o mnie dzika wiosna

wstąpiła w to ciało zbyt prawdziwie

by nie uwierzyć że gejzer w nim rządzi

świat nie zdziwił się moim przybyciem

otrzymałam kartki na chleb i kulturę

w kolejce po zasługi nie muszę

uśmiechać się nieszczerze

chroni mnie tarcza słów

jak psów zgraja

uwiązana w aorcie

natura nie wyróżniła mnie niczym

prócz głosu

*

* * *

w maju 55 byłam dziewczynką w podróży

rodzice mówili o Pomorzu jak o ziemi obiecanej

kiedy zamieszkaliśmy w domu z ogrodem

należącym ponoć do przedwojennego burmistrza

zadziwiały mnie rzeczy z innego świata

o których mówiono że są poniemieckie

stary kredens z rzeźbionymi drzwiami

malowana w niebieskie kwiaty solniczka

i piec kaflowy który zniknął tak nagle

jakby zapadł się pod podłogę

agresty z roku na rok traciły zdolność owocowania

wiśnie zdziczały i kwitły tylko ptakom na pociechę

miałam nadzieję że coś się zmieni

milczałam o tym przed ojcem

który wciąż pochylony nad biurkiem

tracił rachubę dnia i nocy

tymczasem ogród odchodził w nieznane

musieliśmy się wynieść

dziś kiedy ogród nie sprawia mi zmartwienia

a wszystkie sprzęty są rodzinne i znane

brak mi tamtego świata z obcymi rzeczami

*

* * *

nie możemy żyć uspokojeni

lęk jest bardziej potrzebny

niż wiadomość że burza nie nadciąga

nad sklepienie które podpieramy

bądźmy czujni nim nadejdzie rano

nim się zbudzą strażnicy porządku

zakreślajmy koło nowych pragnień

*

* * *

o północy jesteśmy samotni

wieczór minął do świtu daleko

ziemia kłębi się w niewidocznym rytmie

przyciąga nas mocno byśmy nie odeszli

cicho z ziemi wychodzą umarli

chcąc nam udowodnić swoją stałość

przemierzają z nami ścieżki nocy