Zapytaj wraz ze mną : Co się dzieje w tobie? Co w okół w nieustającym ruchu się staje?
Że wątpisz i szukasz wciąż nowych słów, aby opisać doznane...
Witam serdecznie Przyjaciół i Czytelników na mojej stronie!

Wybrane wiersze

*

Ktoś, kiedyś

Jedna z opowieści Anioła Rilkego

snuje wątek w czas późnej jesieni,

gdy chłód przepadłych chwil ściska skronie,

nieprzejednany cień przenika kruche kości,

a listy i maile od znajomych przyjaciół

nie przynoszą jasnych odpowiedzi.

W żadnym z komentarzy o tym,

co dzieje się wokół łoża i ambony

nie sposób odkryć sensu ponad

z dawien dawna wiadome.

Odchodzenie w szarfach, żalach,

upadanie na kolana w proch,

wołanie o lampę oliwną.

Błądzenie śladami Cieni ścieżką

osobną, którędy jeszcze nikt

nie przeszedł.

Kruszenie się w sobie,

odpadanie od sylab, które ktoś

poskłada – kiedyś.

*

W każdą godzinę

rozmowa z M.

*

Czuwać wśród książek, czytać, wspinać się

ku najwyższej półce, brać tę jedną najbardziej

dziś oczekiwaną myśl za swoją, ochraniać;

gładzić grzbiety, podziwiać, muskać skrzydełka,

unosić je i zamykać tkliwie, by nie zniweczyć

ich edytorskiej urody. W każdą godzinę odnajdować

uważny namysł Księgi, spisywać pradawne glorie,

poszerzać glossarium w nowo ustanowionym

terytorium Słowa – aby nie przebrzmiało,

co miało być wypowiedziane, żeby utrwaliło się

w podstawie przyszłego. Wzniecać w sobie żar

wiecznego ducha (nie)pewności, błądzić w mrocznym,

szarżować w przedświt. Nie trapić się, nie wahać

czy mail serdeczny jest równie ważny jak notka

z redakcji. Nie zaniechać pytań, zanim list dobrnie

przez śniegi i kontynenty, gdy płoną nowe cyrografy.

Ogarniać więcej, wybaczać, porozumiewać się z sobą,

otwierać – niech wzbiera, co było dotąd skryte, błahe.

Nie godzić się na przemilczanie.

Poznań – Paryż, 25 kwietnia 2013 r.

*

Przyjaźń jest

Przyjaźń jest wszystkim co możliwe i wyobrażone:

gestem wdzięczności, nadzieją spotkania, tym

co okazywało się niespełnione, a teraz realne się staje,

szansą i siłą woli, pomocą, czasu ofiarowaniem,

przygodą, oczarowaniem, które nie mija.

Rozmyślam o tym nad filiżanką gorzkiej kawy

w paryskiej kawiarence C’est plus beau.

Czym jest przyjazna wzajemność – modlitwą

wzmacniającą ducha, czułością ponad miarę

czy różą czerwoną na kartce z dalekiej podróży?

Nieważne, skąd płyną słowa surowe czy tkliwe

i dokąd słane są listy – świat jest skrzynką pocztową,

nowe znaczki piękniejsze i nieoczywiste.

Widać to lepiej z perspektywy czasu,

gdy noc się opóźnia, a wiadomości

nie przyszły. I nic na to nie poradzisz,

że przyjaźń zawiodła, ważne, aby pamiętać,

co było przed utratą – jak wiele z siebie dałeś,

by trwać przy niej tyle, ile było możliwe

i wyobrażone, ile potrafiłeś.

*

Figurka

wspominając Michała Milbergera

w 15. rocznicę śmierci

*

W szóstym dniu lepienia szarej gliny

powiedziałeś: Nic więcej dodać tu nie trzeba.

I wstrzymałeś ruch dłoni białej od mazi

zastygłej. Oto Figurka – rzekłeś: jest

światło szyi, lekkie pochylenie głowy.

Drżałam, stojąc w chłodnej pracowni

z rękami zwieńczonymi u czoła.

Zniżało się popołudnie,

przyszedł M. zrobić kilka ujęć

podczas pozowania – błyskał fleszem

pośpiesznie; moja obecność

nie była już nikomu potrzebna.

Ważniejsza stała się rozmowa o niej:

jak zgrabnie opiera się na ugiętych kolanach,

a szorstka skóra aż prosi o czułe dotknięcie.

Gdy o zmierzchu odchodziliśmy stamtąd we troje,

pozostała samotna w opustoszałym wnętrzu,

pośród miniaturek zwierząt i ludzi

przeznaczonych do obróbki w brązie,

niepewna sytuacji, w jakiej się znalazła.

Jej ciało stygło – czułam

jak cierpnie mi skóra.

Nigdy więcej nie ujrzałam rzeźby –

jedynie w gipsowej powłoce

Figurka powraca – jej odbicie

uparcie tkwi we mnie.

Poznań, 18 grudnia 2012 r.

*

Wytrwać aż po kres

redaktorom Toposu” –

przyjaciołom Artura Fryza

*

W drodze

między Ostrowem

Wielkopolskim

a Kutnem

rozegrała się

ta sprawa ostateczna.

Uszykować się w nieznane,

zniszczyć ślady wyprawy

i pamiątki, skreślić

niezapisane.

Rzucić się w korzenie,

w próchno ziemi,

głową w dół –

jakby pejzaż ulicy,

ogrodu czy podwórza

mógł nagle odpowiedzieć

na wszystkie pytania

jakim nie sprostał

wiersz.

Gdyby to było proste –

wytrwać aż po kres,

którego nie sposób przyjąć

za odpowiedź.

Poznań, 14 stycznia 2014 r.

*

Usłyszeć wołanie Wołynia

Wszystko co ujrzałem nie pozwala milczeć

Mariusz Olbromski, Róża i kamień

*

Długo nie byłam w stanie usłyszeć wołania Wołynia.

Podróż na Kresy wzięłam za koniec, a nie początek pieśni,

nie zaczyn tego, co tętni w mych źródłach – dym, młyn spopielony,

opuszczone pola i pasieki, dwór zapadający się w niepamięć

babci, niebyt powietrza, które pozostało w płucach uciekających

przed ukrzyżowaniem – w nocnych łkaniach matki.

Próbuję o tym pisać, chociażby boleśnie, aby pojąć

dzieje i pragnąc zrozumieć. Żeby moi przodkowie

przyjęli mnie, godną, w te same urny z ziemią,

którą przed pół wiekiem zmuszeni byli porzucić –

jak mój młody ojciec: dziedzic wydziedziczonych,

cichy kolekcjoner map, idei, mitów i nadziei.

Na krzemienieckim bruku w Dialogu Dwóch Kultur

wśród historyków sztuki, bardów, profesorów

zjawił się pies przybłęda, szara ukraińska

bieda – przystanął jakby nasłuchiwał, bacznie

nam się przyglądał – liznąwszy wierzch mojej dłoni

zniknął za płotem ogrodu z przeszłości.

I my też oswajamy zagubione miejsca,

które nas przygarniają w dworku Słowackiego;

wiodą w przestrzeń poza granie wieków

i naszą tu teraz niepewną obecność.

Krzemieniec, 4 września 2013 r.

*

Rękawica Taty

Zima tego roku wreszcie mrozi jak dawniej –

iskierki słońca krążą po śnieżnej pokrywie,

białe kule toczą się wzdłuż drogi, płatki lodu

chłodzą czoło. Zacieranie rąk, tupanie na wycieraczce.

Noworoczna wyprawa sprzed lat sankami na wzgórze –

Tata wypatruje Wielką Niedźwiedzicę i wskazuje

na sklepienie; z zadartym nosem ku niebu

żegnam spadającą gwiazdę, jej świetlista szarfa

wciąga w ciemnię niewypełnione życzenie.

Powracam w jedno z nieodżałowanych miejsc –

w cieniu planety przystaję przy ogrodzeniu

poniemieckiego cmentarza, który od dawna

jest bezdomny; szukam po omacku przejścia

w płocie. Rękawica Taty w zimowym pejzażu

i skierowana ku nam z przestworzy ręka

Niewidzialnego łączą się w jedno – jestem tu

nieodrodnym dzieckiem całości,

której sensu nie udaje mi się zgłębić

ani określić, jednak moje uczestnictwo

jest w niej wciąż do przeistoczenia.

Świdwin – Poznań, 22 stycznia 2013 r.

*

Elegia dla Wojciecha Bąka

(23 IV 1907, Ostrów Wielkopolski – 30 IV 1961, Poznań)

1.

W chłodny kwietniowy poranek

wąską uliczką Ostrowa sunie Cień

do księgarni – na zakręcie przystaje

przy latarni stłuczonej. W zaułku ślad

nieostygły, na murze ciemnokrwista

róża: ostrzeżenie.

2.

W deszcz nie podnoś kołnierza,

oglądaj się za siebie niosąc brzemię

niebieskie; patrz śmiało, z podniesioną

głową, w uwolnioną w sobie przestrzeń.

Jego Dłoń mnie trzyma / I leżę cicho w niej

jako źdźbło śniegu. / I ciepło Jego Krwi

tak mnie przenika…*

3.

Nie usłuchałeś naprawiaczy świata,

ich pokrętnych obietnic – mistrzu

mowy przejrzystej – prawy

przeciw osądom (u)biegłych.

Otworzyłeś swoją dla niej żyłę,

tu, gdzie porzucają różę

zniewalając słowa.

Lecz serce róży nie stygnie.

Dziś na murze ratusza lśni

kolcem graffiti przywołane

Twoje prawdziwe imię.

4.

Złota różo ołtarza

ochroń ścieżki poety,

jego wiersze dla Boga

i bunt przeciw złoczyńcom.

Prowadź go i przywracaj

naszej wiernej pamięci,

by w kamieniu samotnym

nie pozostał zamknięty.

Poznań, 30 kwietnia 2013 r.

*

Zbieram chwile na pniu

Bym nie był aluzją tylko do samego siebie.

Bym nie był wspomnieniem tylko samego siebie.

Zbigniew Bieńkowski, Wstęp do poetyki

*

Zbieram chwile na pniu,

w cieniu przelotnego trwania,

gromadzę, układam do tajemnego

snu, aby pozostały i nigdy

nie chciały odfrunąć –

pieśni nieznane, acz radosne

jak poranek rozpoczynający

czuwanie.

Przechowuję je z myślą o dniach,

gdy znicze nadziei zgasną

na cmentarzach.

Zostawiam na mroczne czasy,

kiedy planeta spłowieje,

a litery rozkruszą się.

Lecz powróci do mnie

jedyna,

której nie przeczułam,

nie zapisałam –

pierwsza ekstaza

przed otwarciem oczu,

przed skazą,

przed pamięcią.